Udostępnij

Dokładnie rok temu otrzymaliśmy do testów plecak marki Gregory, model Targhee o pojemności 32 litrów. W tym czasie model ten otworzył nowy, narciarski segment w kolekcji zimowej kalifornijskiego producenta. Aktualnie stał się flagowym produktem (jest cała linia o różnym litrażu o tej samej nazwie), co w ogóle nas nie dziwi. Nawiasem mówiąc polecamy romantyczną historię marki założonej w 1977 roku przez Wayne’a Gregory.

 

Targhee | Specyfikacja

  • Cena (32l): 549 zł
  • Materiał: nylon, podwójnej grubości (420D 66 oraz 210 nylon), poliester (160D)
  • Dostępne pojemności: 45, 32, 26 i 18 litrów
  • Dostępne kolory: pomarańcz i czerń
  • Dostępne rozmiary modelu 45 i 32 litrów: S, M, L
  • Dostępne rozmiary modelu 26 i 18 litrów: jeden rozmiar
  • Waga: od 1,87 kg (45l | L) do 907 g (18l)
  • System przytroczenia nart: Diagonalny (ukośny) i wertykalny (pionowy) + zatrzask blokujący luzowanie się pasków
  • System przytroczenia snowboardu lub rakiet śnieżnych: wertykalny (pionowy)
  • Ilość możliwych do przytroczenia czekanów: sprytny, 2 sztuki
  • Chowana siateczka do przytroczenia kasku: komfortowy i funkcjonalny
  • Komora główna: pojemna, otwierana na całej długości pleców
  • Usztywnienie pleców: VertFlex
  • Komora na lawinowe ABC: dedykowana, znajdująca się na przodzie, szybki dostęp
  • Kieszeń na gogle i akcesoria: bardzo pojemna + mała kieszonka na dokumenty, znajdująca się na szczycie plecaka
  • Wewnętrzna kieszeń w komorze głównej: zapoczątkowana paskiem do zawieszenia bukłaka, dodatkowo idealna do przechowywania mapy itp.
  • Wewnętrzna kieszonka na wężyk bukłaka: umiejscowiona na prawym rękawie, izolowana
  • Dodatkowe opcje: kieszonka na pasie biodrowym, uchwyt na karabinki

Więcej szczegółów technicznych, zdjęć studyjnych, dokładne rozmiary i wymiary plecaka znajdziecie na stronie producenta -> Gregorypacks.com

Test Drive

Nasza redakcja otrzymała do testów model koloru pomarańczowego o pojemności 32 litrów. Wykonaliśmy kilka krótszych wycieczek oraz jedną dwudniową w Tatry Zachodnie. Rzecz jasna były to wycieczki narciarskie, skitour’owe lub freetour’owe. Zwał jak zwał.

Wszyscy dobrze wiedzą, że przejście Doliny Chochołowskiej zimą to nie są rurki z kremem. Kompletnie zapakowany i konkretnie obciążony plecak to połowa sukcesu i dwa razy mniej nerwów podczas 10-cio kilometrowej wędrówki pieszej z całym sprzętem na przysłowiowym „garbie”. W przypadku Targhee pionowy system przytroczenia nart spisywał się bardzo elegancko. Nawet wpięte buty nie pozwoliły by zatrzaski pasków tego systemu poluzowały się nawet o milimetr.

Powyższy wywód nabiera wagi sytuacji (dosłownie i w przenośni), kiedy do plecaka włożymy wikt i opierunek, który ma nam wystarczyć na dwa dni szwedania się w Tatrach. Pojemność powala. W żadnym innym przypadku nie udało nam się znaleźć tyle miejsca w 32 litrowym plecaku. W zasadzie mogliśmy tam jeszcze dodatkowo zapakować akordeon. Nie zabraliśmy go tylko ze względu na fakt, że nikt nie umie na nim grać.

Przy pierwszym kontakcie plecak sprawia wrażenie bardzo solidnie uszytego. Późniejsza eksploatacja tylko i wyłącznie potwierdza solidność budowy. Po założeniu od razu można wyczuć, że „coś” tu jest nie tak. Dzieje się to za sprawą usztywnienia o nazwie Vertflex. Objaśniając mniej technicznie, a bardziej życiowo. Wokół zamka komory głównej biegnie „drut” (prawdopodobnie stalowy), który pomaga utrzymać całą konstrukcję w pionie. Dzięki temu czujemy fajny komfort, szczególnie wtedy, kiedy plecak nie jest maksymalnie wypełniony. Poza tym dzięki temu systemowi w.w. komfort przy maksymalnym obciążeniu nie znika, a wręcz jest podniesiony przynajmniej o jeden poziom wyżej w stosunku do plecaków, które nie posiadają tego sprytnego rozwiązania. Jeszcze jednym plusem tej opcji jest zwiększenie (w granicach litrażu) pojemności, czyli nie tracimy nawet pół litra (!) wolnej przestrzeni.

Widoczny, szeroki pasek górny jest super przyjemny w odbiorze i bardzo praktyczny, podczas gdy plecak jest ciężki i zapełniony po sam sufit. Niby szczegół, ale lepiej się go podnosi i zawiesza.

Zdejmowana siateczka na kask. Jeśli któryś producent plecaka skitour/freetour nie zadbał o ten szczegół to znaczy, iż uważa, że transport i (prawdopodobnie) jazda w kasku jest zupełnie bez sensu?!

Lecim na Szczecin, a po drodze las..

Jeśli chodzi o kieszenie, kieszonki i inne mniejsze schowki na gadżety i akcesoria to nie mamy żadnych zastrzeżeń. Kieszeń na lawinowe ABC znajduje się na samym przedzie. Jest łatwo dostępna, co oczywiście przekłada się na czas wyciągania, a także chowania szpeju lawinowego. Kieszeń na gogle usytuowana na samym szczycie plecaka jest super pojemna. Można ją oczywiście wykorzystać w inny sposób np. wkładając do niej rękawice i/lub kanapki. Znajduje się w niej również wewnętrzna, mniejsza kieszonka zapinana na zamek, gdzie możemy schować dokumenty lub portfel. Logiczne rozwiązanie. W komorze głównej znajdziemy ponad to (na wewnętrznej stronie klapy) kieszeń na bukłak, do której możemy również schować mapę lub przedmiot o podobnej grubości. Generalnie przestrzeń magazynowa jest bardzo ładnie i mądrze zagospodarowana. Nie mamy żadnych zastrzeżeń.

Widzieliście kiedyś takie duże trzymania zamków? My tylko na kreskówkach. Widać, że projektował je narciarz i dodatkowo taki, który nosi rękawice. Duży plus. W tle droga na Wołowiec.

Plecak jest zgrabny i to się czuję podczas marszu. Nic nie lata wewnątrz, komora nie jest zapadnięta. Można swobodnie cisnąć przed siebie.

Nasz mandżur został wniesiony na sam szczyt. Cześć pierwsza testu została zakończona. Przyszedł czas na zjazd. Jak każdy narciarz poza trasowy wie to czas zapinania wszelakich pasów wokół własnego ciała. Najlepiej do odcięcia tchu, tak żeby ładunek nie przeszkadzał w ekstremalnym zjeździe. W tej dziedzinie również nie mamy zastrzeżeń do Targhee. Plecak leży tak jak powinien. Mimo swoich rozmiarów nie utrudnia zjazdu. Jest jakby go nie było i o to chodzi.

Dosyć pitolenia, jazda w dół! Podczas tego zjazdu zgubiliśmy telefon służbowy, Nokia. Może ktoś znalazł? Minął w końcu już rok..?

Podsumowanie | Wady i zalety

Reasumując powyższy test. Można odnieść wrażenie, że w zbyt intensywny sposób podniecamy się tym produktem. Jednak od razu prostujemy, że nasza subiektywna ocena, jest bardzo bliska tej utopijnej, obiektywnej. Bardzo ciężko znaleźć haka na Targhee. Plecak został zaprojektowany przez narciarzy dla narciarzy. Posiada praktycznie wszelkie udogodnienia, jakie wykorzystuje się podczas wycieczek skitour’owo-freetour’owych, a dodatkowo większość rozwiązań jest bardzo innowacyjna. Jeśli mielibyśmy się do czegoś przyczepić to tylko i wyłącznie do braku oddzielnej kieszeni na raki oraz małej ilości palety kolorów dostępnej w kolekcji (pomarańczowy i czarny). Aczkolwiek ciężko wymagać dodatkowej przestrzeni w tym litrażu, gdyż musi on być wygodny i pojemny na dłuższe, ale także na jednodniowe wypady i/lub zwykłą jazdę przygodową w granicy ośrodków narciarskich. Natomiast kolor jest kwestią gustu, a o gustach się nie dyskutuje (w teorii;).

Dla kogo?

Naszym zdaniem bardzo uniwersalna, super funkcjonalna i bardzo komfortowa propozycja dla wszystkich, którzy szukają pojemnego plecaka. Lubią szybkie wypady w Beskidy, ale nie gardzą dłuższymi wycieczkami z noclegiem w Tatrach, a czasami lubią się porwać na jakąś dłuższą turę w Alpach. Gorąco polecamy!

Konkurs! | Wygraj testowany model plecaka Targhee 32l

Konkursik banalny. Wystarczy, że do końca tygodnia (Niedziela 1 marca) wyślecie na adres info@backwards.pl (z dopiskiem „Konkurs Targhee”) maila, w którym w kilku zdaniach napiszecie, dlaczego plecak wam się podoba i powinien do was trafić. Liczymy na waszą kreatywność. Powodzenia!

BRAK KOMENTARZY