Udostępnij

Dziś w cyklu testowym mamy przyjemność przedstawić najnowsze wiązania marki Marker, model Kingpin o wartości DIN 13. Wiązanie trafiło do nas pod koniec stycznia, aczkolwiek już wcześniej posiadaliśmy możliwość użytkowania modelu z DIN’em o wartości 10. Tak się składa, że obie wersje wiązania otrzymały wyróżnienie – Product Of The Year – na Międzynarodowych Targach Sprzętu i Rekreacji w Monachium – ISPO.

Na zdjęciu poza Kingpin’ami widzimy nową odsłonę buta Sherpa T.I. marki Dalbello. Dobra propozycja na konkretne zjazdy w dalekiej i zapomnianej dziczy.

Zdjęcie: Tomasz Osuchowski | Skimagazyn.pl

Kingpin | Specyfikacja

  • Cena Kingpin 13: 1950 – 2000 zł (w zależności od szerokości ski-stopera)
  • Cena Kingpin 10: 1850 – 1950 zł (w zależności od szerokości ski-stopera)
  • Dostępne ski-stopery: 75-100 mm | 100-125 mm
  • Zakres siły wypięcia DIN: 5-10 | 6-13. Dla narciarzy o wadze 50-110 kg i 60-120 kg
  • Wysokość stania: 21 mm
  • Rozstaw widełek tylnego modułu – XXL Power Transmitter: 60 mm
  • Rozstaw śrub montażowych:  38 mm
  • Ilość sprężyn w przednim module: po 6 sztuk
  • Tylny moduł: w pełni diagonalny, ruchoma płytka poślizgowa AFD (teflon, przyjazny wibramowym podeszwom)
  • Zakres możliwości regulacji rozstawu tylnego modułu: 25 mm
  • Kąty podczas podchodzenia: 0º, 7º i 13º
  • Możliwość zakupu harszli: 90, 105 i 120 mm (300 zł)
  • Spełniane normy/certyfikaty: DIN ISO (13992:2007) | TÜV
  • Waga: 650g/sztuka | 730g sztuka ze ski-stoperem
  • Dodatkowe opcje: pełna możliwość zmiany trybu ski/walk bez przymusu wypinania z wiązania

Więcej szczegółów technicznych, zdjęć studyjnych i dokładne dane techniczne znajdują się na stronie producenta -> Marker.de/kingpin

Test Drive

Nasz testowy model został przytwierdzony do bardzo ciekawych desek – futurystycznych pod względem kształtu oraz użytych materiałów – marki Voelkl, model V-Verks BMT 109 o długości 186 cm. Dzięki tego typu intrygującej fuzji otrzymaliśmy zestaw o wadze: narta (1740g) + wiązanie (730g) = 2470g na nogę. Jak można zauważyć całkiem niewiele biorąc pod uwagę szerokość narty, a także wysokość skali DIN wiązania. Już teraz możemy zdradzić, że taki setup pozwolił nam podejść do różnego rodzaju warunków śniegowych, a także terenowych (ekspozycje, muldy, dropy i inne przeciążenia) bez zbędnych kompromisów.

Buty, jakich używaliśmy podczas jazdy i turowania to stuningowany pod względem twardości model Sherpa 5/5 I.D. (usztywniony językiem z modelu 2/8) marki Dalbello. Testy odbyliśmy w austriackim Obergurgl (V-Verks BMT 94 | 176 cm + Kingpin 10), na kilku krótkich beskidzkich i tatrzańskich turach (V-Verks BMT 109 | 186 cm) – Pilsko, Rysianka, Stożek i Szczyrk. Mieliśmy rónież okazję przez prawie dwa tygodnie śmigać w japońskim puchu (V-Verks BMT 109  | 186 cm) – Hakuba, Madarao, Myoko. Można więc rzec, że sprzęt został przetestowany dogłębnie (w Japonii spada średnio 12 metrów śniegu w sezonie), za równo dosłownie, jak i w przenośni.

Opis testowanych modeli rozpoczniemy od wersji z 10 DIN, gdyż w przypadku tego modelu był to nasz ogólnie pierwszy, fizyczny kontakt z tym produktem. Już na pierwszy rzut oka wiązanie sprawiało bardzo solidne wrażenie. Da się wywnioskować, że proces projektowania zajął Marker’owi sporo czasu i przyłożyli się do tego zadania nader sumiennie. Tak się złożyło, że nasze pierwsze testy wypadły podczas Global Sales Meeting w austriackim Obergurgl na przełomie grudnia i listopada 2014 roku. Toteż mieliśmy dobrą okazję by dokładnie wypytać głównego konstruktora wiązań – Michael „Miki” Bückers – o różne aspekty związane z produktem, a także procesem jego tworzenia.

Ciekawych porównań z wiząniami konkurencji nigdy za mało. Od lewej Dynafit Radical ST (widoczny tylko przedni moduł), Dynafit Beast, Diamir Vipec 12 oraz Kingpin.

Z tego, co udało nam się wynotować wiemy, iż Marker wziął się do pracy nad Kingpin’em prawie 5 lat temu. W pierwszej fazie budowy konstruktorzy skoncentrowali się na diagonalnym tylnym i przednim module, aczkolwiek po 2 latach pracy stwierdzono, iż „ruchomy” przedni moduł (prototyp leży pierwszy z lewej na dolnym zdjęciu) nie jest dobrym rozwiązaniem, ponieważ „kły” (pod warunkiem, że nie są zablokowane), teoretycznie są zmuszone by wypiąć but, który został wcześniej uwolniony przez piętę, tudzież nacisk wypychający but do przodu lub na boki. Tak też dzieje się w 99% procentach przypadków, jeśli chodzi o wiązania typu „Tech” podczas realnej jazdy/zagrożenia (a przynajmniej tak powinno to działać). Podsumowując to mini zagadnienie, jeśli tylny moduł jest responsywny, czyli w pełni diagonalny to szkoda skomplikowanej rozkminy i dodatkowej masy w przednim module. W pełni się z tą teorią zgadzamy. Doskonała i prosta konstrukcja przedniego modułu istnieje już od wielu lat (Dynafit), wystarczy je trochę podrasować.

V-Werks BMT 94 (176 cm) + Kingpin DIN 10

Testowany model z DIN’em o wartości 10 sprawował się bez zarzutu, aczkolwiek testowaliśmy go zaledwie trzy dni. Osobiście od razu bardzo polubiliśmy trzy aspekty tego wiązania:

  • Wysokość stania: 21 mm
  • Rozstaw śrub montażowych: 38 mm
  • Rozstaw widełek tylnego modułu: 60 mm

Dzięki tym wartościom przekaz sygnałów do narty (szerokiej skitour’owej narty) stał się niezwykle szybki, przez co jazda zyskała na dynamizmie i precyzji. W Obergurgl warunki śniegowe poza trasami były zmienne, aczkolwiek przeważały twardsze odmiany śniegu. Natomiast na trasach występował idealny sztruksik, szczególnie w godzinach porannych i wierzcie lub nie, ale najwięcej frajdy – w początkowej fazie testów – sprawiła nam jazda stokowa. Cały zestaw zachowywał się jak istna rakieta. Ciężko było uwierzyć, że pod nogami znajduje się zestaw „turystyczny”, gdyż zachowanie przypominało charakterystykę dobrej, odchudzonej (przez co jeszcze bardziej dynamicznej) gigantki. Późniejsza wycieczka i jazda terenowa w puchu tylko i wyłącznie potwierdziły ww. zalety wiązania.

Największe znaczenie poprawiające efektywność jazdy ma różnica szerokości widełek tylnego modułu (Kingpin = 60 mm), która u konkurencji oscyluje w średnio w granicach  7 mm (wystające igły w tylnych modułach), a także całkowite osadzenie pięty buta na ski-stoperze. Dzięki szerokiemu rozstawowi zjazdy są pewniejsze i precyzyjne, a tym samy o wiele bezpieczniejsze według naszej oceny. Niestety u konkurencji but „wisi” na drutach i przez to (pieta buta) zaledwie dotyka podstawy ski-stopera, co mimowolnie ma przełożenie na solidność zjazdu, łapanie luzów w tym mechanizmie („druty”) i w konsekwencji na bezpieczeństwo podczas użytkowania.

Poniższe wideo obrazuje jednodniową wycieczkę skitour’ową w granicach miejscowości Obergurgl, podczas której po praz pierwszy mogliśmy sprawdzić Kingpin’a (10 DIN) w prawdziwym terenie. Na podejściu wiązanie pracowało bardzo elastycznie. Obsługa okazałą się intuicyjna i nie nastręczała większych problemów nawet początkującym użytkownikom wiązań tego typu. Dodatkowym bonusem była kilkucentymetrowa, świeża warstwa puchu, która została rozszarpana w kilka sekund. Prując w dół można było zahaczyć kilka tzw. „rekinów” oraz mniejszych, a nawet średnich dropik’ów, które zostały łyknięte przez Kingpiny bez najmniejszej zadyszki. Twarde lądowiska również nie były dla nich żadnym zaskoczeniem, nie zdarzyło nam się by nagle wypięły.

V-Werks BMT 109 (186 cm) + Kingpin DIN 13

Drugą część testów rozpoczełą się dla Kingpina, tym razmj wersji z DIN’em 13 bardzo pozytywnie, gdyż za raz po montażu zestaw został zapakowany w pokrowiec i przeleciał drogą powietrzną 8 595 km by skosztować japońskiego puchu, a dokładniej sprawę ujmując udał się w rejon Hakuby i okolic.

Na początku zaznaczamy, że otrzymaliśmy do testów wersję z felernym przednim modułem, z którego według legendy winien nam się wykręcić przynajmniej jeden „pin”. Niewtajemniczonym w sprawę polecamy przeczytanie artykułu na ten temat w serwisie Wildsnow.com – Problem with Marker Kingpin Toe Pins Loosening. Mimo tego faktu, trochę dyskomfortowego dla psychiki postanowiliśmy zaryzykować. Jak okazało się na miejscu po kilku dniach jazdy i podchodzenia stalowy „pin” rzeczywiście zaczął nieśmiało wychodzić z aluminiowej szczęki. Zajęło mu to jakieś 6 dni, aby nieznacznie zmienić swoje położenie. Przez ten czas aktywnie użytkowaliśmy zestaw i bacznie obserwowaliśmy rozwój sytuacji. Za raz po powrocie zwróciliśmy pierwszą wersję przodów i od razu otrzymaliśmy wersję poprawioną, gdyż przed naszym wyjazdem niestety nie była ona jeszcze dostępna. Użytkując nowe szczęki nie zauważyliśmy żadnych podobnych problemów.

Przedni moduł. Felerny wersja #1

„Latające piny” – w czym tkwił problem?

Piny wykręcały się, gdyż zostały – jak okazało się w testach cywilnych – zbyt słabo zablokowane. Systematycznie kręcił się w przód i tył, wokół własnej osi. Dzięki temu, będąc osadzonymi w bardziej miękkim materiale (szczęki są z aluminium) drążyły drogę „do wyjścia”.W poprawionej wersji „piny” są dłuższe i solidniej osadzone (zablokowana). Dodatkowo fabryczne normy testowe zostały podrasowane tak, aby tego typu potencjalne sytuacje wychodziły na jaw na poziomie produkcyjnym. Pierwsza wersja przedniego modułu została wyprodukowane w ilości +/- 250 sztuk i rozsypała się po całym świecie. Aktualnie kupując wiązania nie ma możliwości by ją otrzymać, aczkolwiek, jeśli komuś się taka się trafi to każda dystrybucja marki Marker/sklep współpracujący z dystrybutorem od razu ją wymieni na wersję poprawioną (bezpłatnie).

Nowa wersja przedniego modułu. Łatwo można zauważyć, iż aktualnie „piny” są dłuższe. Wystają po stronie zewnętrznej szczęk. Zmianie uległ również ich wewnętrzny zaczep.

Wracając do testów. Tak jak wspominaliśmy w Japonii używaliśmy zestawu łącznie jakieś 6 dni. W pozostałe dni zakładaliśmy szersze deski (Volkl Two 124 mm/186 cm), gdyż warunki były na tyle głębokie, że narta o szerokości 109 mm nie dawała już po prostu rady. Jeździliśmy w różnorakim terenie, od bardzo gęstych do super rzadkich lasów, poprzez otwarte tereny, a kończąc na małych żlebach. Do pełni szczęścia zabrakło wyłącznie terenu wysokogórskiego, aczkolwiek zagrożenie lawinowe było na tyle duże, iż nikt, nawet lokalni wyjadacze nie patrzył wyżej niż poza granicę lasu.

Udało nam się również zaliczyć kilka poduch śnieżnych, a także dropów, łącznie z takimi o twardszych lądowaniach. Przez cały czas jazdy na Kingpin’ach nie mogliśmy się oprzeć wrażeniu, że używamy wiązania o „mocy” wiązania skrzynkowego. Solidność pracy i stabilności jest tak wysoka, iż praktycznie człowiek nie zastanawia się czy może skoczyć z tego dużego nawisu, czy to lądowanie nie jest zbyt twarde czy przypadkiem wiązanie wytrzyma, czy nagle nie wypnie, czy blokować, a co z kolanami, czy nie urwie nam wiązadeł? Każdy, kto używał „pinów” zna te czarne myśli z własnej autopsji i wie, że komfort jazdy i zabawy spada, gdy one pukają do bram naszej świadomości. W przypadku Kingpina nie mają one – myśli – prawa powstać i niech to będzie najlepsza rekomendacja dla tego produktu.

Poniższy materiał wideo udało nam się zebrać podczas pewnego wyśmienitego pod względem warunków śniegowych weekendu, który spędziliśmy w Tatrach (14.03.2015). Widoczność nie pozwalała wyjść ponad granicę lasu, aczkolwiek wydaje nam się, że dobrze wykorzystaliśmy możliwości, które dawał las.

Dźwignia zmiany „biegów”, do której przymocowana jest lekka prowadnica z włókna szklanego. Jest ona odpowiedzialna m.in. za amortyzację podczas wygięcia narty na długości odpowiadającej montażowi wiązania, czyli mówiąc krótko, pod butem. Mała rzecz, a strasznie pożyteczna.

Dzięki determinacji tej kompozytowej prowadnicy tylny moduł pracuje spokojniej podczas silnego wygięcia nart i nie jest wrażliwy na „fałszywe sygnały” tyczące położenia i potencjalnego przemieszczenia naszego buta, a tym samym nie wypina w sytuacjach, które tego nie wymagają. A dobrze wiemy, że jeśli wiązanie narciarskie się „pomyli” to zazwyczaj zrobi to w tym najgorszym dla nas momencie. Dlatego lepiej zaufać rozwiązaniom gwarantującym realną ochronę. Poza tym wystarczy się schylić by odblokować ski-stoper by włączyć tryb „Ski” lub „Walk” bez konieczności wypinania buta. Szybki i dobry patent.

 Aktualizacja | 11.03.2015 | Problem długich ski-stoperów

Podczas dalszych testów (dłuższych i intensywniejszych wycieczek) wykryliśmy jeden bardzo irytujący mankament. Mianowicie w narcie V-Werks BMT 109, na której zamontowane są nasze Kingpiny 13 DIN używamy ski-stopera o szerokości 100-125 mm. W praktyce okazało się, że tej szerokości ski-stoper przy tej szerokości narty wystaje zbyt daleko od krawędzi narty, przez co podczas podchodzenia można go łatwo zahaczyć trącają drugim ski-stoperem. W efekcie ski-stoper się rozszerza i automatycznie otwiera system, co jak można się domyślić nie jest wskazane, a tym bardziej komfortowe podczas podejścia.

Na szczęście rozwiązanie jest bardzo proste. Wystarczy montować w nartach od 100 do 110 mm szerokości ski-stoper o wymiarach 75 – 100 mm. Już sprawdziliśmy, działa bez zarzutu. Ramiona chowają się o wiele bardziej nad platformą narty i nie mają problemu by się uwolnić, a przede wszystkim trudniej jest je „odblokować”. Niestety nie znamy rozwiązania dla nart węższych (poniżej 80 mm), gdyż tam problem ten może się nadal pojawiać, ponieważ aktualnie nie ma w sprzedaży węższych ski-stoperów. Informacje o tym problemie już wysłaliśmy do dystrybucji. Miejmy nadzieję, że w modelach przyszłorocznych konstrukcja ski-stopera zostanie zmodyfikowana.

Podsumowanie | Wady i zalety

Tradycyjnie rozpoczniemy od wad. Abstrahując od „latającego pina”, który jest już problemem historycznym ciężko znaleźć wady dużego kalibru. Tak jak każde inne wiązanie typu „Tech” zapycha się ono przy większej ilości świeżego śniegu, wtedy też wpięcie buta sprawia trochę więcej trudności. Jednak to jest normalna cena za lekkie i funkcjonalne wiązania. Nikogo nie powinno to dziwić. Aczkolwiek bardzo pomocny jest w tym przypadku tylny moduł o klasycznej budowie, gdyż po zjeździe w głębokim puchu nie musimy się szarpać z przodem by wypiąć buty. Zastanawiamy się również nad wytrzymałością ski-stoperów, gdyż same ramiona, a w szczególności okalające kompozytowe zakończenia sprawiają wrażenie nieco delikatnych. Dalsze testy pozwolą na weryfikacje tego aspektu. Do tej pory używaliśmy Kingpin’ów prawie miesiąc i nie dopatrzyliśmy się żadnych kluczowych niedociągnięć. Konstrukcja jest przemyślana, dobrze zbudowana i (na razie) bezawaryjna. Bezpieczeństwo i sama funkcjonalność stoi na bardzo wysokim poziomie, co cieszy i sprawia niezmiernie dużo frajdy podczas jazdy, a samo chodzenie jest równie przyjemne i komfortowe. Zupełnie jak rozłożenie parasola podczas intensywnego opadu śniegu..

Dla kogo?

Może zaczniemy od tego, dla kogo to wiązanie nie jest. Na pewno nie wyposażą się w nie skitour’owcy, zawodnicy i zawodnicy amatorzy, którzy kochają super lekkie zestawy i obcisłe stroje. Ciężko będzie się również przełamać do zakupu konserwatywnym skitour’owcom, którzy cenią sobie podchodzenie, tudzież długie i przyjemne chodzenie, a raczej „gardzą” zjazdami. Więc kto będzie zadowolony? Szczególnie skitour’owcy, freeride,erzy (narciarze),  których celem jest zjazd w pełni znaczenia tego terminu. Bezkompromisowy, szybki i zgodny z nowoczesną techniką narciarskiego rzemiosła. Poza tym pozycja warta polecenia tym freerider’om, którzy do tej pory korzystają z produktów typu „AT – Alpine Touring”, czyli ciężkich, szynowych wiązań freetour’owych. Różnica jest diametralna. W końcu otrzymacie w pełni naturalny ruch całej nogi bez konieczności ciągnięcia całej szyny (wiązania) na pięcie oraz szybką, dynamiczną, po prostu zmysłową jazdę (niższy „stance” = 21 mm). A poza tym usatysfakcjonowany będzie każdy, kto zaczyna swoją przygodę z narciarstwem skitour’owym, nie boi się wydać trochę więcej złota i potrzebuje uniwersalnych wiązań, które równie dobrze będą śmigały poza jak i na trasie.

Kilka przyjemnych zjazdów w okolicach Hali Lipowskiej, które zostały oddane 6 marca 2015 (Rysianka – Beskid Żywiecki). Warto zwrócić uwagę na amplitudę zjazdu.

Pumping Derby in Japan

Jeśli macie ochotę przeczytać trochę więcej na temat narciarskiego wyjazdu do Japonii to nasz główny tester, Piotr Pinkas aktualnie opisuje całą historię na swoim blogu – Hardkorniedisko.wordpress.com

BRAK KOMENTARZY