Udostępnij

Zapewne każdy w was kiedyś grał w piłkarzyki stołowe. Gra bardzo popularna i niezmiernie satysfakcjonująca, jeśli się wygrywa, nie inaczej. Domyślamy się, iż podczas nie jednej potyczki spotkaliście się z próbą oszukiwania przez przeciwników, jesteśmy tego bardziej niż pewni. Zazwyczaj najbardziej znaną metodą na strzelenie nieprzepisowej bramki jest tzw. „kołowrotek”, czyli szaleńcze zakręcenie piłkarzem, tak aby wykonał salto w tył, a dzięki temu uderzona piłka szybuje w kierunku bramki niczym pocisk wystrzelony z armaty. Nie lubimy tego, prawda?

Świat freeski, a szczególnie jego komercyjna część, czyli różnego rodzaju zawody, mniejsze lub większe zaczęły w pewnym momencie przypominać właśnie taką „nieprzepisową” grę z „kołowrotkami” w rolach głównych. Oczywiście wszystko działo się (dzieje się nadal) zgodnie z przepisami, publika była zachwycona, a organizatorzy wniebowzięci, sami atleci dla wygranej ryzykowali swoje zdrowie i życie, aczkolwiek był i jest to ich świadomy wybór. Mimo, iż wszystko wyglądało na pierwszy rzut oka wspaniale to dla wielu zawodników i obserwatorów te szalone obroty o niewyobrażalnej dla zwykłego śmiertelnika liczbie stopni, pogoń za najbardziej efektownym double corkiem, czy nawet triple corkiem była i dla niektórych nadal jest czymś, mówiąc delikatnie „niesmacznym”. Twierdzą wręcz, iż nie jest to już freeskiing..

Jeśli macie więcej niż 20 lat to z pewnością pamiętacie, iż taka sama sytuacja miała miejsce we freestyle motocrossie. Tam również niezbyt przychylnie przyjęto popularność – wśród zawodników – backflip’ów. Uknuto nawet termin, iż Freestyle MX powinien zmienić nazwę na Flipstyle. Rzeczywiście w pewnym okresie FMX stał się monotematyczny pod względem tricków, później nastąpiła miła dla oka rewolucja.

Czy tego typu „malkontenci” i obrońcy niepisanych zasad mieli/mają rację? Ciężko powiedzieć, szczególnie kiedy patrzymy na super czystego switch triple corka 1440 w wykonaniu Russ’a Hanshaw, który wykonuje tą niebanalną sztuczkę m.in. w filmie MSP – Super Heroes Of Stoke. Przyjmijmy jednak, iż o gustach się nie dyskutuje, a przyszłość pokaże w jakim kierunku porpowadzi nas ewolucja freeskiingu.

Cofnijmy się jednak  o prawie rok wstecz, pozostawiając przyszłość w spokoju. W krótkiej historii sztafety po najlepszego double/triple/quadro corka zdarzył się się jeden wspaniały epizod, który pokazał, iż zamiast zwariowanej rotacji można wykonać równie trudną, aczkolwiek o wiele bardziej bezpieczną i przede wszystkim turbo stylową ewolucję z przedimkiem double cork, a działo się to podczas ubiegłorocznych zawodów Jon Olsson Invitational.

Śmiałkiem, który pozostawił wszystkich ze skonsternowanymi minami, za raz po wykonaniu nowych rotacji, był nikomu nieznany szwedzki wiking o imieniu Frej Jönsson. W głównym konkursie wykonał on na oczach kilku tysięcy ludzi tricki, które będą oni pamiętać do końca swoich dni. Sam Frej zakwalifikował się do tych prestiżowych zawodów z video-eliminacji, co dodało całej sytuacji jeszcze większej pikanterii.

Zastanawiacie się co takiego niewyobrażalnego mógł skoczyć Frej? Już śpieszymy z wyjaśnieniem.

Frej wykonał Double Cork 7 oraz Double Cork 9 Safety to Tail Grab

 

Photos: Andreas Bryngel | Anton Enerlöv

 

Brzmi słabo, może i brzmi, ale abstrahując od wszelakiej poprawności, nie bacząc na nazwy i konwenanse popatrzmy jakiej pięknej urody są to ewolucje i nie dajmy się zwieść pozorom, to bardzo trudne tricki i z całą pewnością nieprędko znajdą swojego następcę, a po raz pierwszy mógł je wykonać tylko i wyłącznie geniusz! Szacun dla Freja!