Udostępnij

Doczekaliśmy się w końcu tych pięknych czasów, kiedy to dyscyplina narciarska popularnie zwana „Freeskiing” zaczeła coraz śmielej zaglądać na polskie branżowe „salony”. Sale balowe, na których od dawien dawna bawią się luksusowo wszelakiego typu inne dyscypliny narciarstwa, od alpejskiego, poprzez biegowe, a kończąc na kuriozalnych skokach narciarskich.

Jak nie trudno zauważyć freeskiing jest teraz wszędzie, dosłownie wszędzie. W reklamach prasowych, na banerach internetowych, na zeszytach, w radio, czy jako główne telewizyjnych programów śniadaniowych. Na nartach freestyle’owych wypada się pokazać choć raz w sezonie, lub przynajmniej posiadać takie na pokaz, te droższe modele oczywiście.

Freeskiing przeżywa renesans w naszym kraju. Jest to znakomita informacja dla środowiska, gdyż popularności nigdy zbyt wiele, lecz tak kolorowo nie było zawsze, na szacunek i akcpetację musieliśmy czekać klika długich lat.

Jak prawie każda nowa dyscyplina, szczególnie ta o charakterze młodzieżowo-freestylowym tak i Freeskiing przez grono ” narciarskich fachowców”  został od razu sprowadzony do parteru tolerancji, wyśmiany, opluty i otrzymał odpowiednią metkę, „zło konieczne”.

Zamkmięte umysły konserwatywnych narciarzy i ich mediów nie mogły pojąć jak to jest możliwe, że narty mogą być podgięte z obu stron?!

Dziwaczne, szerokie barwne ubiory, jazda po metalowych poręczach, jazda tyłem, to przecież nie może być fajne! Szerokie deski do poruszania się poza przygotowanymi trasami również przyprawiały „konserwantów” o palpitację śledziony. Jeszcze kilka lat temu typowy freeride’er był kojarzony z samobójcą skaczącym ze stumetrowego klifu i nic poza tym. Wieszczono, iż jest to moda, która przeminie lub pozostanie w podziemiu, najlepiej jeśli na zawsze.

Tolerancja w naszym kraju jest pojęciem względnym i zawsze mnie dziwiło, dlaczego ludzie odtrącają coś na prawdę interesującego, a są w stanie beznamiętnie klaskać na widok narciarza carving’owego, który jadąc w szaleńczym pędzie szura głową po śniegu między tzw. bojkami? Co jak co, ale miejsce regat jest na wodach i oceanach, gdzie obecnie carving został „zwodowany” przez karty historii i miejmy nadzieję, że nikt go nie wyłowi, amen.

Mimo, iż oczywiście żaden freeskier nie przejmował się opinią „konserwantów” to tego typu spontaniczna i świadoma, bądź nieświadoma/popularna akcja społeczna i brak zrozumienia skutecznie opóźniły popularyzację naszej zajawki w kraju nad Wisłą. Patrząc na aktualną popularność freeskiing’u u naszych wszystkich  sąsiadów, z którymi dzielimy kontynent europejski nasuwa się tylko jedna refleksja..szkoda, że tak musiało się stać.

Jak sami możecie zauważyć wstęp do newsa na temat nowego magazynu „Snow & Free„, który powstał pod banderą Magazynu NTN Snow & More, czyli Niezależnego Testu Narciarskiego, który ukazuje się co roku od 1998 roku jest nieco zagmatwany. Dlaczego w ogóle opisaliśmy nasze wspomnienia i odczucia związane z początkami freeskiing’u w Polsce i jaki mają one związek z nowym wydawnictwem?

 

Jeżeli ktoś czytał Magazyn NTN w przeszłości ten od razu kuma czaczę. Ci, którym nie było dane, lub są zbyt młodzi śpieszymy szybko z wyjaśnieniem. Mianowice redakcja NTN w początkowych latach swojej działalności nie za bardzo lubiła freeskiing, a swoją niechęcią i brakiem zrozumienia często uwielbiała się dzielić w  różnego rodzaju artykułach, które ukazywały się na przestrzeni kilku lat w magazynie NTN. Podobnymi uczuciami darzyła narciarski skicross. Natomiast ponad wszystko kochała nieszczęsny carving. Oczywiście każdy ma wybór, nie musimy wierzyć w tego samego „Boga”, ale jaki był cel oczerniania czegoś czego się tak na prawdę nie rozumie i przede wszystkim czego się czynnie nie uprawia? Niestety domyślam się, że to pytanie pozostanie już na zawsze zagadką.

Dzisiaj już wiem, iż jedynym wielkim futurystom był Nostradamus. „Kochać” należy rozsądnie, gdyż życie weryfikuje wszystkie nasze ślepe wizje i wyobrażenia, a tolerancja to jedyne sprawne lekarstwo, które zapobiega bliznom na posiniaczonych piersiach.

Nie będziemy przeprowadzać szczegółowego śledztwa. Data wykroczenia jest tak odległa, iż sprawa nadaje się już tylko i wyłącznie dla redaktora Bogusława Wołoszańskiego. Winny popełnił młodzieńczy występek, natomiast dowody zbrodni są ogólnodostępne. Resocjalizacja przebiegła bardzo pozytywnie i ten fakt niezmiernie nas cieszy, gdyż gafy popełnia każdy, ale nie każdy potrafi się do nich przyznać i dodatkowo je naprawić w takim wybornym stylu. Droga Redakcjo NTN jesteśmy z was niezmiernie dumni i kibicujemy w dalszej popularyzacji freeskiingu, za równo w kraju jak i poza jego granicami. Mamy nadzieję, że porozmawiamy kiedyś na tematy freeskiing’owe przy małej kawie i dobrym ciastku, gdyż widzimy, iż złapaliście bakcyla.

 

 

Za pierwszy numer „Snow & Free” odpowiedzialny jest Piotr Gąsiorowski. Magazyn jest dostępny wirtualnie oraz w wersji papierowej, którą można kupić w Empiku oraz każdym innym dobrym salonie prasowym na terenie naszego kraju.

Co znajdziemy w środku? Mnóstow bardzo ładnych zdjęć (trochę razi brak podpisów), niewiele mniej porad, troszkę historii, szczypta freestylu oraz wiele opowieści freeridowych. Mówiąc krótko znajduje się tam mieszanka, która zadowoli każdego freeskiera.

 

Osobiście polecamy:

  • Śniegi Gruzji – zupełnie inny świat
  • Freeride blisko domu
  • 50 lat K2 – Like A Rolling Stone
  • Da się – zrobiliśmy narty
  • Bezzębny Seb
  • Telemark
  • Jak zacząć przygodę poza trasami