Udostępnij

„Przystanek Alaska”, czy pamiętacie jeszcze ten serial? W latach ’90 rozgrzewał on kineskopy w każdym polskim domu. Jego oryginalny tytuł brzmiał „Northern Exposure” i też nam się podoba. Według Wikipedii powstało 110 odcinków (6 sezonów) i jesteśmy pewni, że gdyby autorzy wiedzieli jak popularny stał się ich serial w naszym dziwnym kraju to z całą pewnością dokręciliby przynajmniej kolejne 110!? Jak pamiętacie głównym bohaterem serialu jest dr Joel Fleischman, który przybywa na Alaskę, aby odpracować studia medyczne. Jego nowoczesne nowojorskie spojrzenie na świat zderza się z naturalnym, swobodnym sposobem życia mieszkańców Cicely. My mamy dla was podobną historię. Tłem naszego serialu jest również Alaska. Miasteczko nie jest fikcyjne, a w dodatku jest jedną z najbardziej osławionych, freeride’owych miejscówek na tej planecie. Mowa oczywiście o małej rybackiej wiosce, Heines. Nasz główny bohater nie jest doktorem, ale całkiem dobrze zasuwa na nartach. Aczkolwiek jego „nowopolskie” spojrzenie, podobnie jak w przypadku dr Fleischman’a  zderza się aktualnie z naturalnym, swobodnym sposobem życia mieszkańców. Poznajcie Igora Buckiego oraz jego właśnie spełniające się, największe życiowe marzenie.

Jeśli macie ochotę śledzić narciarskie przygody Igora na bieżąco, to koniecznie musicie zajrzeć na jego Instagram.com/igor_bucki

Sprawdź pozostałe części!

 

Myśl jest potęgą!

Wszystko zaczyna się od idei, od marzeń, które ogranicza przede wszystkim nasza chęć realizacji. Jak banalnie by to nie brzmiało, wszystko zależy od tego jak naprawdę mocno chcesz. Ja dążyłem do realizacji marzeń bardzo mocno! Na temat alaskańskich liń zacząłem myśleć jakieś 8 lat temu.

W końcu nadszedł ten moment!

Planowanie zacząłem w październiku 2013 roku (Maćku chciałbym Ci serdecznie podziękować za pomoc), do samolotu wszedłem w połowie lutego 2014. Samochód i resztę swojego dobytku sprzedałem dużo wcześniej.

Skoro to czytasz, to pewnie mała część Ciebie ciągnie w kierunku Haines i prędzej czy później podpiszesz sufit Bamboo Room Restaurant.

 

 

 

 

Moja decyzja przede wszystkim ograniczała się do wyboru „śmigła”, do którego będę wsiadał. Na Alasce jest około 16 firm spełniających marzenia, wszystko zależy od ilości Benjaminów Franklinów, którymi dysponujesz. Najbardziej konkurencyjna w moim subiektywnym odczuciu okazała ekipa spod Haines – ”małej rybackiej wioski na końcu świata”.

Sama podróż jest już w pewnym sensie wyzwaniem, lot z Berlina do Chicago trwa prawie 10 godzin, 3h na lotnisku w Chciago i kolejny 6h lotu do Seattle. W Seattle lotniskowa noc i rano 2,5h lot do Juneau, z Juneau do Haines prom 4,5h lub kolejny samolot 1h. I jak to bywa w życiu, okazuje się, że jest to wariant super optymistyczny. Po drodze dowiaduję się, że królowa pór roku opanowała polską stolice w stanach i do Chicago możemy w ogóle nie dolecieć. Czyli samolot do Seattle odpada, kolejne czekanie. Po drodze, żeby było zabawniej ginie mi torba z nartami. Alaska bez nart? Losu żart.

Zaczyna się robić intensywnie. Bez dwóch zdań.

Nie śpię lekką ręką licząc z 35 h, w Juenau wsiadam do szybowca z silnikiem i odklepuje tablice Haines. I to przed trzydziestką. Chwilo trwaj!

Zaczynamy!