Udostępnij

W tym roku, w okresie wiosennym – maj – na pierwszą w turę do norweskiego Jotunheimen pojechaliśmy na zaproszenie Pawła Karczmarczyka – prawdopodobnie jedynego Polskiego, licencjonowanego przewodnika wysokogórskiego w Norwegii (licencja IVBV). Ekipę mieliśmy mieszaną. Dwóch narciarzy i trzech znajomych, którzy niestety potrafią tylko szusować na jednej desce tzw. „splitoborderów”. W ciągu dwóch kolejnych tygodni zaliczyliśmy cztery tury i udało nam w pięknej pogodzie oddać zjazdy z tkich sczytó jak Giertvasstind (2351 m n.p.m.), północną ścianę Hurrungane (West Jotunheimen), Nibbi w Hemsedal ( 1741 m n.p.m.) oraz z Galdhøpiggen (2469 m n.p.m.).

Giertvasstind | Sogn i Fjordane | Nibbi

Gór w Norwegii jest niebywale i są o wiele bardziej wymagające niż Tatry. Są one duże, dzikie, i bardzo specyficzne. Nie wspominając rzecz jasna o wysokim zagrożeniu lawinowym. Jeżeli nie ma się lokalnej wiedzy, sporego doświadczenia lodowcowego, wiedzy lawinowej, opanowanej sztuki nawigacji to zdecydowanie należy skorzystać z usług przewodnika.

Norweską przygodę rozpoczeliśmy od wycieczki na Giertvasstind. Turę o przewyższeniu 1200 metrów przechodzącą poprzez 3 doliny i 2 lodowce. Finalnie uwieńczoną około 40 stopniowym pięknym szerokim zjazdem. Esencja cudownie spędzonego dnia na nartach. Noc spędziliśmy w lodgy naszego gospodarza. Paweł prowadzi w Sogndal super przytulny pensjonacik o nazwie Chillup Jostedalen, w którym oferuje m.in. pyszne jedzenie wegetariańskie oraz zajęcia z jogi. Generalnie na pełnym wypasie. Serdecznie polecamy!

Na kolejne tury poszliśmy już samodzielnie. Celem tych wypraw były szczyty Sogn i Fjordane. W kolejny weekend 17-18 maj (Narodowe Święto Norwegii) wybraliśmy się również w rejon Jotunheimen, po drodze zahaczając o Hemsedal, gdzie wyszliśmy na niezbyt wymagającą górę o nazwie Nibbi 1741 m.n.p.m.

Niestety zjazd w przymarzniętym na 4 cm przemokniętym śniegu nie należał do najłatwiejszych i super przyjemnych. Jednak podobno najgorszy dzień na nartach jest i tak przyjemniejszy niż najlepszy dzień w pracy. Biorąc pod uwagę to niezwykle trafne stwierdzenie jestem zmuszony stwierdzić, iż tak na prawdę było cudownie pod każdym względem.

 

Galdhøpiggen

Kolejnego dnia pojechaliśmy na najwyższy szczyt Norwegii – Galdhøpiggen (2469 m n.p.m.). Ciekawostką jest fakt, że przez cały weekend nikomu nie udało się z niego zjechać. Dzień wcześniej wychodziła na niego spora (300 osób) ekipa norweska. Niestety nikomu z tej ekipy nie udało się zjechać z powrotem na nartach. Powodem było zbyt wysokie zagrożenie lawinowe. My mieliśmy trochę więcej szczęścia, gdyż udało nam się założyć ślad narciarski i jako jedyni w tym okresie maja złożyliśmy 3 podpisy na najwyższej górze tego wspaniałego państwa. Zjazd „uszczelinionym” lodowcem nie był specjalnie ambitny, ale bardzo przyjemny.

Serdecznie pozdrawiamy i zapraszamy do skiturowej kolebki Świata, Norwegii. Naprawdę warto!

Tekst: Piotr Budzowski

Zdjęcia: Piotr Budzowski

Uczestnicy: Piotr Budzowski, Paweł Karczmarczyk, Łukasz Nowosad, Kamil Nowosad, Piotr Rajski, Michał Komorowski